Efekt jojo u kierowcy chłodni: Dlaczego na zjazdach zawsze tyjemy?

Syndrom Weekendowego Milionera Kalorii
To klasyczna historia tysięcy kierowców jeżdżących w systemach 2/1, 3/1 czy 4/1. Przez trzy tygodnie w trasie – nieważne czy to plandeka, chłodnia czy cysterna – zachowujesz się jak spartanin. Gotujesz ryż z kurczakiem na butli, jesz twarogi, unikasz fast foodów, pijesz tylko wodę. Waga w kabinie pokazuje piękne spadki. Czujesz, że w końcu łapiesz formę.
A potem nadchodzi ten upragniony dzień: zjazd. Zostawiasz auto na bazie, wpadasz do domu, a tam zaczyna się festiwal. Obiadek u teściowej ze schabowym na całą patelnię, piwko z kolegami, których nie widziałeś prawie miesiąc, wieczorne podjadanie na kanapie. Twoja psychika wrzeszczy: "Przecież tak ciężko harowałem przez 3 tygodnie, należy mi się nagroda!".
Efekt? Po tygodniu w domu wchodzisz na wagę i widzisz, że 3 tygodnie wyrzeczeń poszły z dymem. Efekt jojo wjechał na pełnej, a Ty wracasz do ciężarówki wściekły i wzdęty.
Dlaczego nadrabiamy z taką prędkością?
Problem leży w matematyce i w Twojej głowie. Będąc w domu, Twój organizm nagle dostaje potężny strzał kaloryczny, często przekraczający zapotrzebowanie o 2000-3000 kcal dziennie (kilka piw, przekąski, ciasto domowej roboty, podwójne porcje obiadów). Co więcej, sól i alkohol powodują drastyczne zatrzymanie wody w organizmie.
Często ten "przyrost" to nie jest sam czysty tłuszcz, ale potężna retencja płynów i treść jelitowa zalegająca po obżarstwie. Nie zmienia to faktu, że jest to demotywujące i wyniszczające dla narządów wewnętrznych.
Jak przetrwać zjazd i nie zrujnować formy?
Nie powiem Ci, żebyś w domu na wolnym jadł suchy ryż i patrzył jak rodzina je schabowe. Zjazdy są po to, by odpocząć i cieszyć się czasem z bliskimi. Ale potrzebujesz strategii zarządzania tym czasem.
1. Zasada 80/20 w domu
Pozwól sobie na nagrodę, ale niech to nie będzie niekończący się ciąg. Ustal, że 80% jedzenia w domu nadal pozostaje zdrowe (solidne śniadania białkowe, dobre źródła węglowodanów), a 20% to "rekreacja" (pizza w sobotę z rodziną czy piwo do meczu). Jeśli zaplanujesz to oszustwo (tzw. cheat meal), nie rzucisz się na jedzenie jak wygłodniały wilk.
2. Aktywny czas z rodziną zamiast kanapy
Przez 3 tygodnie siedziałeś. Najgorsze, co możesz zrobić na zjeździe to... położyć się na sofie przed telewizorem z paczką chipsów. Zabierz żonę lub dzieci na długi spacer, na rowery, na basen, do lasu. Utrzymaj wysoką aktywność spontaniczną. Spalisz w ten sposób nadprogramowe kalorie, które przyjmiesz na obiadach u rodziny.
3. Asertywność u cioci na imieninach
Będziesz słyszał: "Daniel, nic nie jesz! Przecież z chudej świni grubego boczku nie będzie, dołóż sobie ziemniaczków!". Musisz nauczyć się uprzejmie odmawiać. Powiedz, że w trasie zrobiłeś fajny wynik i nie chcesz tego psuć. Bliscy na początku mogą kręcić nosem, ale w końcu to zaakceptują.
Wychodzenie z efektu jojo wymaga wiedzy i planu, który zakłada ludzkie podejście do diety, a nie tylko ciągłe zakazy.
Urlop i czas spędzany z rodziną to nagroda za Twoją pracę. Nie rób z tego tygodniowego festiwalu obżarstwa, który zrujnuje to, nad czym tak ciężko pracowałeś w szoferce.
